Michalczewski i UFO

Rzadko oglądam telewizornię bo nie lubię maszynek do prania mózgu. Lecz przyznam się… czasem się zdarza.
Włączyłem TV przypadkiem na kanale jakimś tam, gdzie pojawia się ten no… jak mu tam…Brzydulski czy… Figurski! O!
Jakby nie patrzeć uważam, że są ciekawsze widoki niż twarz człowieka owego. Ale co tam! (nie mylić z „ale ciota”, bo nie to miało być napisane i nie mam uprzedzeń).
Najważniejszy dla mnie był jego gość. Nie Michalczewski, który nie powinien się wpypowiadać bo jego umiejętności myślenia wydają się w moim odczuciu odwrotnie proporcjonalne do umiejętności bokserskich, z których zasłynął dzięki cywilizacji niemieckiej (!). Nie ta lalunia, co to może i ładna była ale ni cholery nie wiem Ci ja skąd dziewczę owo się pojawiło. Bardzo zainteresował mnie ufolog, Pan Grzegorz Brożek z Libiąża.
Do dnia dzisiejszego, wydawało mi się, że ludzie z nietypowymi doświadczeniami ciągle pozostają w ukryciu ze względu na brak ucywilizowanej akceptacji wśród członków naszej niekoniecznie szacownej nacji.
Pan Grzegorz jest jednym z nielicznych ludzi, którzy w rydzykowskiej prowincji odwagę mają powiedzieć o swoich spotkaniach z UFO.
Nie chcę dyskutować, na ile informacja jest prawdziwa a na ile nie. Nie chcę wdawać się w szczegóły, czy Pan Grzegorz spotkał „ana sarego” (cytat z filmu na podst. książki S. Kinga), czy też ma piękną wyobraźnię.
W moim pojęciu jest to oczywiste, że nie żyjemy sami we wszechświecie. Twierdzenie, że jesteśmy „jedyni”, jest tak samo aroganckie jak uzurpowanie sobie „ważności” naszych czynów dla domniemanego jakiegokolwiek boga.
Ucieszyłem się niezmiernie widząc człowieka, który ze stoickim spokojem i uśmiechem mówi o swoich przeżyciach. Należy podkreślić, iż nieważne jest to, czy jest to przeżycie rzeczywiste czy w wyobraźni. Zbyt wiele naukowych badań potwierdza, że dla mózgu wizualizacja jak i „rzeczywistość” nie stanowi żadnej różnicy.
Chciałbym spotkać się kiedyś z tym człowiekiem i być może, zgodziłby się na kilka sesji hipnozy regresyjnej. No chyba, że już brał w czymś takim udział. Prawdopodobnie wiele jeszcze można by się od niego dowiedzieć. I być może byłby to ciekawy materiał do publikacji… kto wie…

Oczywiście żałosne jest to, że otoczenie zadaje pewnie tak samo głupkowate pytania, jak prowadzący tj.: „a może jest Pan wariatem?”. Takie pytania są typowe dla jednostek niedorozwiniętych, niedoedukowanych, zacofanych cywilizacyjnie. Chcę wierzyć, że to tylko próba dopasowania się pod publiczkę a nie rzeczywista mentalność Figurskiego.
Z jednej strony jest to żałosne, z drugiej strony zabawne, zważywszy na fakt iż Ci sami ludzie, którzy nie wierzą w UFO, wierzą w boga i anioły. I ulegają zbiorowej hipnozie jak np. „wszystkich świętych”, bo „wszyscy tak robią i tak trzeba”.
Takie drobiazgi dają mi zawsze do myślenia na temat paradoksów ludzkich zachowań.
Pobudzają moją ciekawość.

Chcę tylko podkreślić jedno i życzyć każdemu, kto jest troszkę odmienny:
TAK TRZYMAĆ! GŁOWA DO GÓRY I MÓWCIE O WASZYCH PRZEŻYCIACH! CIESZCIE SIĘ Z BYCIA KOLOROWYMI LUDŹMI! Bo inaczej będziecie tylko typowymi Polakami… o których nikt nie pamięta… i których nikt na świecie nie ceni. Właśnie za to samoograniczanie i narzucanie ograniczeń innych… pomimo iż klatek już nie ma.

Aha… co do Michalczewskiego… No wybaczcie! Żeby bawił się w „psychologa” (przez samo H wnioskując z jego umiejętności klecenia zdań prostych) próbującego wytłumaczyć człowiekowi… że „może to był jakiś sen”? Osz kurza dupa! Ta wypowiedź to nie był nawet sierpowy tylko lewy pułdupny! Darek! Zlituj się! Boksuj! Lecz nie wchodź w dyskusję z inteligentniejszymi! Machaj łapkami ale na litość rydzykowską! Nie podejmuj rozmów z dorosłymi!

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close